Moje starty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orienteering. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orienteering. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 października 2010

Rowerowo

Wczoraj i dziś startowałem z mapą, ale na rowerze.


To był dla mnie na prawdę ciężki psychicznie weekend, nigdy wcześniej tak nie miałem. Dziękuję jednej osobie, która mi bardzo pomogła w trudnych chwilach i dzięki której przekonałem się w piątek, że przyjaciele istnieją :)

poniedziałek, 18 października 2010

Mistrzostwa Polski w Długodystansowym Biegu na Orientację - Long 2010

Wczoraj biegłem pierwszy raz dystans Long (właściwie to chyba nazywa się super-long). Może nie myślałem że będzie lekko, łatwo i przyjemnie, ale nie spodziewałem się takiego zajazdu!!! Po 35 punktach, czyli po ok. 22 km biegu (efektywnie po ok. 26 km) nie miałem już w ogóle siły biec. Być może przez to że nic nie piłem, być może że byłem przeziębiony. Ale moim zdaniem kluczowe było to, że nie trenowałem. Z jednej strony - znam swój organizm i wiem jak szybko potrafi stracić formę jeśli nie podejmuje treningów. Z drugiej - po maratonie odpoczynek jest wskazany a wręcz konieczny. Mimo to zaskoczony byłem słabością swojego organizmu. Do tego doszło kilka grubych błędów, co poskutkowało ostatnim miejscem na MP. Załamałem się? Skądże! Byłem zadowolony że ukończyłem! Jak zawsze miałem radochę z biegania z mapą, ale nie miałem już jej z wyprzedzania rywali. Wynik Włodara powala na nogi - 132 minuty! Gratulacje dla Niego i pozostałych uczestników za wytrwałość i nieprzeciętny wyczyn jakim jest ukończenie longa! Oto mapy z przebiegami (tym razem nie GPS, a z pamięci ;))
cz. 1
cz. 2
cz. 3

Jak widać trochę biegania było... I dużo błędów - 3, 6, 7, 12, 22, 23, 24 - to tylko te największe. Poza tym przy wbiegu na 22 straciłem buta w bagnie co kosztowało mnie kolejnych kilkadziesiąt minut.
Ogólnie, mistrzostwa pokazały mi jakże daleko jest mi do najlepszych, ile mnie jeszcze pracy czeka i że kondycja w BnO też ma ogromne znaczenie. Robię parę dni przerwy, ale generalnie już zaczynam mezocykl wprowadzający. Być może (chciałbym bardzo) sezon 2011 będzie pierwszy który przepracuję cały (a okres przygotowawczy zaczynam już teraz). I wtedy dopiero pokażę, na co mnie stać :D Albo udowodnię sam sobie i innym też że niewiele jestem wart. Zobaczymy...

sobota, 16 października 2010

MP Long - 12 godzin do startu

Krótko i na temat. Za 12 godzin startuję w najważniejszych zawodach w życiu (póki co) - nigdy jeszcze nie startowałem w żadnym sporcie w zawodach o randze mistrzostw Polski seniorów. Oczekuję dużo, mam nadzieję że nie za dużo. Każdy błąd kosztować może bardzo wiele, każdy dobrze przebiegnięty odcinek przybliża do sukcesu. Obsada zawodów jest bardzo mocna, trasa długa i wyczerpująca. Nastawienie takie jak zawsze: do porzygu, po zwycięstwo!!! Wszystkie inne głupoty co mam w głowie zostaną w Warszawie.
Bez względu na wynik, trzeba zmienić podejście - do wszystkiego. Sukces być może mi w tym pomoże, porażka - nie zahamuje.

niedziela, 10 października 2010

Weekendowe bieganie (z mapą oczywiście :))

Wreszcie weekend - pierwszy tydzień szkoły (a nawet szkół) za mną. Jest ciężko, po 5 dniach czułem się na prawdę zmęczony. Nie wiem czy z tym wszystkim długo pociągnę ;P. Po takim tygodniu tym bardziej cieszyła mnie perspektywa sobotnio - niedzielnego biegania z mapą :)
W sobotę z samego rana startowałem w Mistrzostwach Warszawy w sprinterskim BnO - które odbywały się na terenach WAT. Trasa była dla mnie trudna - ciężko było nazwać sprintem takie bieganie po krzakach :) a zdecydowana większość punktów była w słabo przebieżnym lesie. Oto mapa wraz z moimi przebiegami:
Jak widać było dużo błędów jeśli chodzi o warianty. PK 1 wydawał mi się najłatwiejszy do zdobycia biegnąc drogami - jednak myślę że nie była to najszybsza opcja. Beznadziejnie głupie miałem przebiegi z 6 na 7, 8 na 9, 12 na 13. Myślę że wynikały one z tego iż doszedł mnie późniejszy zwyciezca - Darek Sokalski, z którym biegłem razem praktycznie całą drugą połowę trasy (począwszy od punktu 6). W efekcie kilka głupich wariantów poskutkowało końcową porażką - do zwycięzcy straciłem aż 52 sekundy. Trasę ukończyło 7 zawodników.
Wieczorem, złapało mnie coś strasznego - gardło mnie bolało potwornie i miałem wysoką gorączkę - czułem się fatalnie. Wiedziałem że czeka mnie dzis trening, więc przed spaniem wziąłem co się dało - czosnek, cytryna, miód, apap, rutinoscorbin. Rano wstałem i... uff. Czułem się znośnie, gorączki nie miałem, więc mogłem bez problemów jechać na trening.
A dzisiejszy trening odbył się w okolicach Cybulic. Teren mi się bardzo podobał, było na prawdę ciekawie - dużo górek, dużo zielonego i do tego parę bunkrów :) Przy tym pogoda była rewelacyjna, co czyniło ten trening na prawdę wielką przyjemnością.
Biegałem bardzo spokojnie (z uwagi na mój wczorajszy stan), starałem się nawigować głównie po rzeźbie, co wychodziło mi z różnym skutkiem :) Jedynie na samym początku całkowicie się pogubiłem, ale na szczęście jakoś się odnalazłem :) Cieszę się że nauczyłem się w miarę nieźle czytać poziomice (och, przepraszam... warstwice :D) - jeszcze nie dawno w ogóle na nie nie zwracałem uwagi. Międzyczasy poszczególnych punktów: 1-2:04/ 2-7:29/ 3-1:32/ 4-4:55/ 5-1:36/ 6-1:38/ 7-2:39/ 8-2:41/ 9-4:13/ 10-6:43/ 11-4:24/ 12-1:55/ 13-4:59/ 14-5:14/ 15-2:52/16-2:35/ 17-4:09/ 18-5:32/ 19-3:13/ 21-1:45/ M-4:05. Cała trasa miała ok 8,2 km długości, które pokonałem w 76 minut.
Przed chwilą znalazłem parametry na longa - i muszę przyznać, robią wrażenie :) 28,1 km oraz 47 pk - myślę że to będą niezapomniane mistrzostwa :D Jeśli wykonam plan minimum, jaki sobie postawiłem, będę na prawdę zadowolony. A jeśli uda się jeszcze więcej ugrać - będę jednym ze szczęśliwszych ludzi na świecie :) Na pewno jadę z nastawieniem takim jak zawsze - do porzygu!!!!!!!! :D

poniedziałek, 4 października 2010

SUPER PREZENT NA ROCZNICĘ :D

To właśnie wczoraj, o godzinie 11.10, czyli tuż przed startem minął równo rok :) Rok od momentu gdy moja przyszłość sportowa zawisła na włosku. Dokładnie 3 października 2009 roku, o godzinie 11:10, w biegu z cyklu GP Warszawy, na Kabatach złamałem kość w śródstopiu. Zdarzenie to całkowicie zdemolowało mnie psychicznie. 4 miesiące bez biegania były dla mnie niczym 4 miesiące bez tlenu. Dobrze, że chociaż byłem w stanie jeździć na rowerze i na nartach biegowych. Po 120 zabiegach i 124 dniach bez biegania (nie licząc kilku rozpaczliwych prób przetruchtania kilometra), 5 lutego 2010, w Spale, wyszedłem na pierwszą próbę treningu - 7 km po 4:50/km. Byłem szczęśliwy, że po powrocie ból był znośny. Bałem się jednak każdego stawianego kroku.
I oto teraz, równo rok po tym nieszczęśliwym zdarzeniu - wygrywam mistrzostwo Mazowsza w klasycznym BnO!!! Owszem - nie jest to duży sukces patrząc na to z boku. Ale dla mnie ogromnym sukcesem jest to, że po takich trudnych przejściach jestem w tym miejscu, w którym jestem obecnie. Wszyscy (no powiedzmy większość) zapowiadali mi koniec biegania. Tymczasem, udało mi się pobić życiówki na dystansach od 5 km wzwyż, a przede wszystkim zacząłem trenować BnO, co sprawia mi największą radość i satysfakcję.
BnO zacząłem biegać nie przez kontuzję, ale przez trenera, który mnie po tej kontuzji, zajechał na obozie w Spale. Nie mam mu tego za złe - po prostu ja nie wytrzymałem obciążeń. Więcej - gdybym nie został zajechany, prawdopodobnie nie zaczął bym BnO (Wąsowi zresztą podpisywałem że nie będę tego robił :P). A tak wszystko ułożyło się na prawdę pięknie.
Oto moja 'mistrzowska' mapa wraz z przebiegami :D
Zacząłem szybkim dobiegiem do map, lecz od razu po wzięciu mapy wiedziałem gdzie biegnąć (a zwykle zorientowanie się na starcie trochę mi zajmuje). Na pk 1 bardzo długi przebieg - zacząłem na kierunek, potem ścieżkami i ukosem pod górkę. W końcowej fazie nie byłem pewien czy dobrze pobiegłem, ale na szczęście okazało się OK. Efekt - pierwszy raz w życiu miałem na 1 najlepszy międzczas (0:10 lepszy od drugiego). PK 2 w miarę dobrze, choć zacząłem go szukać trochę za wysoko, co skutkowało drugim międzyczasem (0:02 straty). PK 3 pobiegłem dobrze ale wolniutko, bo starałem się dokładnie kontrolować mapę. Na nim miałem dopiero 5ty międzyczas (0:12 straty). PK 4 podobnie jak 3 - wolno i dokładnie. 0:04 straty do najlepszego. Po chwili zastanowienia, na PK 5 wybrałem wariant drogą - i tu puściłem hamulce :D biegłem ścieżką bardzo mocno i na prawdę się zarżnąłem tym przebiegiem. Efektem tego był błąd przy samym punkcie - przebiegłem go. Międzyczas najlepszy, ale tylko 0:01 przewagi nad Piotrkiem Zychem. PK 6 był na prawdę łatwiutki - najlepszy międzyczas i aż 0:43 przewagi nad drugim. PK 7 równie łatwo, choć malutki bład i zwolnienie tempa przy ogrodzeniu. I tak najlepszy międzyczas, Mateusz Anc (2gi) miał 0:28 straty. PK 8 biegłem dość niepewnie, ale trafiłem bez problemów, tyle że dość wolno - tym razem Anc miał najlepszy przebieg, ja 2gi (+0:08). PK 9 to bardzo długi przebieg który pokonałem bez zarzutów, choć bieg wzdłóż południowej a nie północnej krawędzi gęstwinki na pewno byłby szybszy. Międzyczas najlepszy, 0:40 przewagi nad Pawłem Lendzioszkiem. PK 10 - łatwo, prosto i krótko. 0:04 przewagi nad drugim. PK 11 - fatalnie. Trudno było się od czegoś odbić, stąd decyzja o wariancie ścieżkowym. Bieglem ze ścieżki prosto na punkt, ale zmyliła mnie malutka przecinka i zacząłem kombinować. Granicy kultur też nie mogłem dostrzec. Tutaj dałem ciała konkretnie - dopiero ósmy międzyczas i aż 1:53 straty do najlepszego na tym przebiegu Piotra Pyry. PK 12 długo myślałem jak biec. Zdecydowałem się na dobiegnięcie do gęstwinki i wzięcie jej od lewej. Troche tutaj miałem niepeności, ale wyszło przyzwoicie - drugi, 0:09 straty. PK 13 łatwo - 0:11 przewagi. Natomiast PK 14 zdecydowanie pobiegłem złym wariantem - ścieżką za dużo nadrobiłem i to się nie opłacało. Efektem tego 10ty międzyczas i 0:31 straty. PK 15 już bez problemów - najlepszy (-0:07). Przebieg do PK 16 wydaje mi się że był najtrudniejszy technicznie na całej mapie. Po odbiegnięciu z 15, sporo myślałem jak go pobiec. Zdecydowałem się na bieg na kierunek, kontrolując cały czas mapę. To była świetna decyzja - zdecydowanie najlepszy międzyczas i 0:26 przewagi. PK 17 bezproblemowo, choć wolno (gęsto było). Najlepszy, 0:03 przewagi. Z PK17 na PK18 chwilę się zamotałem, ale szybko ogarnąłem w którą stronę mam biec. 5ty międzyczas i 0:19 straty. PK 19 właściwie bez problemów - najlepszy, 0:16 przewagi. Noi oczywiście dobieg do mety w trupa :D - 0:10, obok Aleksandra Szczęsnego najlepszy.
W nagrodę za mistrzostwo otrzymałem zajebisty puchar i izostara :D
Dzień wcześniej natomiast, biegłem po raz pierwszy nocne BnO. Miałem nawet profesjonalną lampę, co jednak nieuchroniło mnie przed zapłatą frycowego. Byłem przedostatni z tych co ukończyli (3nkl), ze stratą 19:52 do najlepszego Marcina Krasuskiego. Swoją drogą - szkoda że nie biegł w niedzielę, ciekawe czy by mnie ograł ;) Błędów robiłem dużo, ale biegało się zajebiście, nocne BnO jest super! :D
Biegaliśmy na 2 mapach. Powyżej mapa drugiej części i naniesione na nią punkty z pierwszej części.
Niedzielne zawody to świetny prognostyk przed MP w longu. Oczywiście wynik jest raczej nie do powtórzenia, ale jeśli udałoby mi się być w pierwszej ósemce i mieć mniej niż 20% straty do najlepszego, to będę na prawdę szczęśliwy :) Ale walczył będę jak zawsze - na każdym punkcie, od startu do mety, o każdą sekundę, z wiarą w zwycięstwo :D


niedziela, 19 września 2010

KMP Białka - II klasa indywidualnie, spadek klubu

I znów mieszane uczucia po kolejnej imprezie na orientację. Z jednej strony - indywidualnie duży sukces - pierwszy raz w życiu zrobiłem klasę sportową (i to od razu drugą :)). Była nawet malutka szansa na pierwszą, ale: 1. za dużo błędów, 2. nie wykorzystałem okazji do przewiezienia się na plecach dobrego zawodnika który mnie dogonił (bo jakoś nie przemawia do mnie to, że jest to walka fair play i wszyscy tak robią).
Druga strona medalu - po wstępnych obliczeniach spadliśmy z I ligi - nie ma jeszcze wyników sztafet, ale gdybym nie zawalił jednego punktu to być może doszłoby jeszcze 10 pkt. Do tego głupie nkle u najlepszych zawodników klubu na sprincie przesadziły o końcowej porażce. Tych trzech muszkieterów spokojnie zarobiłoby min. 15 pkt, do tego moje 10 na sztafecie i zostalibyśmy w I lidze (podobno zabrakło nam 20 pkt).
Poniżej przebiegi:


Za tydzień maraton, którego mi się nie chce biec :P Może się poszczęści i zdołam pobić życiówkę, ale będzie ciężko. Jakoś nie mogę się do niego zmotywować, tak jak potrafiłem do poprzednich maratonów... jakoś wydaje mi się za długo i za nudno :)


wtorek, 14 września 2010

Warsaw Orient Meeting - mieszane uczucia

Sobotni sprint w parku Morskie Oko na Mokotowie był dla mnie bardzo udany, choć nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być lepiej. Straciłem 13 sekund do zwycięzcy - Kuby Drągowskiego, ale szczerze mówiąc cięzko by było to gdzieś urwać.
Następnego dnia biegłem sztafetę - która wystartowała dzień wcześniej na 2 nocnych zmianach. Biegłem ostatnią, 7 zmianę, zajmując 3 miejsce na 15 zespołów.
foto: Joanna Parfianowicz
Do 2 nie było szans, nie mówiąc już o zwycięskiej sztafecie UNTS która dołożyła każdemu bezapelacyjnie. Moim zadaniem było tylko utrzymać 3 miejsce. 4 zespół (OKS/Victoria) miał dobrego zawodnika na ostatniej zmianie, ale w ostatnim GP na każdym etapie go ograłem. Niestety, w najważniejszym starciu, na klubowej sztafecie Mazowsza okazałem się dużo gorszy. Fatalnie poszło mi z P.K. 2 co widać na przebiegach. Straciłem tam ok. 6 minut, zawalając bieg całej sztafecie i szybko tracąc miejsce na podium. Potem jeszcze błędy na 3, 4, 14, 15, 17 sprawiły że szansa na podium zmalała do 0. I nie pomogła niezła końcówka. Efekt końcowy - 4 miejsce, strata 8 minut do 3 drużyny (ja sam do Piotra Drągowskiego straciłem 10 minut na swojej zmianie!). Bardzo przykre uczucie pozbawić podium 6 świetnych zawodników, którzy na nie zasłużyli :/ i na żadnej zmianie nie byli poniżej 3 miejsca. Myślę że nie dorosłem jeszcze do biegania w pierwszej sztafecie, bo moje błędy są żenujące i następnym razem może się to skończyć nkl :( Nie wiem jak będzie na KMP, ale mam nadzieję że takich błędów uniknę. Na sprintach w terenie miejskim jestem mocny. Jednak w lesie jeszcze jestem słabiuteńki i nie mam co liczyć na sukcesy póki nie nauczę się porządnie biegać nawigować po trudniejszych terenach.
Natomiast na praktykach w liceum zrobiłem samemu bieg na orientację dla wszystkich uczniów i sprawiło mi to dużo radości bo wszystko zagrało, większości osób podobało się (takie przynajmniej miałem wrażenie). Po raz pierwszy zrobiłem sam mapę, i cały bieg zorganizowałem od początku do końca (również na lekcji egzaminacyjnej :)) Szkoda tylko że praktyki w liceum trwają tak krótko, bo trafiłem do na prawdę fajnej szkoły, i chętnie bym tam dłużej 'popraktykował' :)
Choć z drugiej strony - mniej zajęć to mniej obowiązków - więc przed maratonem dobrze mi zrobi jeszcze tydzień luzu. Tym bardziej że nie chce mi się biegać jak nie mam mapy w ręku i czipa na palcu :D

sobota, 28 sierpnia 2010

Bogaty i udany sierpień :)

W dniach 1-23 sierpnia byłem w domu w sumie około 2 doby i bardzo mi to odpowiadało. Po wspomnianym wcześniej, bardzo udanym obozie w Spale przyszedł czas na zawody biegu na orientację - Grand Prix Polonia 2010.
Po raz pierwszy startowałem będąc zawodnikiem PUKS Młode Orły, choć zgłoszony byłem jak kadra Mazowsza juniorów :) Cały obóz w Jarosławiu był dla mnie bardzo udany i miły. Poznałem wielu mistrzów BnO z Mazowsza i nie tylko - to super zawodnicy i super ludzie, z którymi każdy kolejny wyjazd musi być udany :) W pełni się zintegrowałem z moim nowym środowiskiem :P I szczerze mówiąc - to bieg na orientację po tym wyjeździe stał się dla mnie sportem numer 1!!! To najwspanialszy sport jaki mogę sobie wyobrazić. Wiem że przy mojej niezłej formie biegowej mam szansę się jeszcze znacznie poprawić technicznie, na co liczę :) Pierwsze małe sukcesy już za mną... ale po kolei :D
Zaczęło się z grubej rury - po przybyciu w środę wieczorem, rozbiegałem się spokojnie - 12 km. Tymczasem kolejnego dnia, w czwartek, 12 VIII czekał mnie debiut... na Mistrzostwach Świata :D co prawda nieoficjalnych, ale zawsze ;)
A były to Pierwsze nieoficjjalne Mistrzostwa Świata w biegu na orientację duetów z przewiązką (nie, nie z podwiązką :P), a wyglądało to mniej więcej tak:
Każdy z zawodników dostawał mapę. Jeden z duetu miał inną trasę do przebycia niż drugi. Oczywiście obie musieli przebiec razem, przywiązani za ręce. Niektóre punkty były wspólne, ale oczywiście liczyła się kolejność podbijania (nie był to scorelauf). Kluczem do sukcesu było czytanie dwóch map jednocześnie, niestety u nas to nie funkcjonowało i lataliśmy w tą i z powrotem jak wariaty :P
W duecie biegłem z Rafałem Owczarkiem - czołowym zawodnikiem z Góry Kalwrii, najmocniejszym biegowo z tego klubu :) W sumie napieraliśmy ostro i wiele drzew było w niebezpieczeństwie :) zabrakło jednak trochę myślenia :P
...matki z dziećmi też uciekały przed nami jak zobaczyli dwóch kolesi z agresją w oczach przewiązanych różową wstążeczką :P
Po moich pierwszych mistrzostwach świata przyszedł czas na rywalizację w GP Polonia 2010. Pierwszy etap odbył się na terenie najbogatszym w rzeźbę. Gdyby nie błąd na PK 5, na którym straciłem ok 6 minut, byłbym na podium klasyfikacji generalnej :( ogólnie, na etapie pierwszym zająłem 8 miejsce, co na 22 startujących nie było tragedią. A na kolejnych etapach... było już tylko lepiej :)
Teren drugiego etapu diametralnie różnił się od pierwszego - dość płasko, przebieżność dobra, brak jarów - w sumie podobnie jak na mazowszu. Niestety tu też nie obyło się bez grubych błędów - punkty 5, 7 i 12 były żałosne w moim wykonaniu. W sumie 6 miejsce na 21 startujących - niby dobrze. Ale powinno być znacznie lepiej.
Tego samego dnia (sobota, 14 VIII) odbył się finał sprinterskiego BnO o Puchar Burmistrza. Kwalifikacje, które odbyły się w piątkowe popołudnie, były dla mnie bardzo udane - miałem niewielką stratę do najlepszych eliciarzy:
Jednak sobotni finał był dla mnie dużym rozczarowaniem. Tzn generalnie było super, dużo dopingu, fajna trasa. Ale o czym ja myślałem na przebiegu z pk 4 do pk 5??? Zaznaczyłem na czerwono ten mój mistrzowski przebieg. Tylko ten błąd kosztował mnie minutę, co przy tak krótkiej trasie pozbawiło mnie szans na satysfakcjonujące miejsce
Jak widać dobry jestem pakier :D i zapieprzałem ostro od startu do mety
... szkoda tylko że przy tym szalonym tempie zabrakło mi elementarnego myślenia.
No i wreszcie - dochodzimy do wisienki na torcie :D
ETAP III - sprint po Przeworskim parku. To właśnie na tej trasie, na tej mapie odniosłem swoje pierwsze etapowe zwycięstwo :D Było potwornie gorąco i biegło mi się dość ciężko, trochę kondycyjnie nie wytrzymywałem. Ale nie popełniłem żadnego grubego błędu i gdy wbiegłem na metę wiedziałem że będzie dobrze, nie wiedziałem tylko jak dobrze :) Startowałem jako jeden z ostatnich w kategorii M21. Na mecie byłem pierwszy, ale zwycięstwa nie mogłem być pewien, choć nie wierzyłem, że ktoś pobiegnie szybciej ode mnie. Tymczasem, analizując międzyczasy widać że moja wygrana wisiała na włosku: otóż Ivan Chaharyn, zawodnik z Białorusi mógł pozbawić mnie wymarzonego zwycięstwa:
1. Karol Galicz - 16:33 (0.14/1; 0:37/1; 0.54/3; 0.34/1; 0.41/1; 2.46/3; 1.09/1; 1.24/6; 2.02/8; 0.37/3; 1.10/8; 0.31/1; 0.26/1; 0.51/2; 0.50/1; 0.36/6; 0.40/1; 0.22/1; 0.09/1)
2. Ivan Chaharyn - 16:51 (0.17/6; 0.40/2; 0.49/1; 0.35/2; 0.43/2; 2.41/1; 1.10/2; 1.21/3; 1.49/1; 0.38/6; 1.04/3; 0.33/3; 0.29/4; 0.51/2; 1.19/17; 0.36/6; 0.41/4; 0.23/2; 0.12/11)
Powyżej podałem nasze wyniki i międzyczasy każdego z naszych punktów wraz z miejscem, jakie uzyskaliśmy na konkretnym przebiegu. Na zielono oznaczyłem swoje międzyczasy wygrywające z Ivanem, na ciemnozielono jego przebiegi lepsze od moich. Swoje gorsze zaznaczyłem na czerwono, jego gorsze na szaro. I do tego jego gruby błąd na jasnoczerwono. Może to nie być dla wszystkich czytelne, ale do punktu 14 Ivan miał nade mną 16 sekund przewagi i pewnie szedł na zwycięstwo. Nie wiem co zrobił na punkcie 15, na którym stracił do mnie 29 sekund!!! Dzięki temu błędowi mogłem się cieszyć z pierwszego zwycięstwa. Nie licząc punktu 15 - Iwan na swoich lepszych przebiegach dołożył mi 32 sekundy, a ja jemu zaledwie 21. Gdybyśmy na pk 15 mieli taki sam międzyczas - wygrałby na luzie właśnie z 11 sekundową przewagą. Ba! Mogł mieć nawet międzyczas o 10 sekund słabszy od mojego. Kolejny raz się okazało - BnO to sport w którym jeden błąd może słono kosztować. Dla mnie skończyło się to szczęśliwie (wreszcie!) :D

Sam też popełniłem kilka błędów jak widać - na przebiegach z 7 na 8, 10 na 11 i 15 na 16 mogłem wybrać bardziej optymalne warianty. Natomiast z pk 9 na 10 ktoś ewidentnie złamał zasady i powinien mieć DSQ - biegłem tam jedynym możliwym wariantem, praktycznie w trupa i okazało się że starciłem 9 sekund do najlepszego na 37 sekundowym przebiegu. Wszystkich z czołówki międzyczasy oscylowały od 0.37 (mój) do 0.43. Tymczasem znalazło się dwóch bohaterów z międzyczasami 0.29 i 0.28. Wydaje mi się że musieli przejść przez płot, który nie był do przejscia. W sumie i tak byli za mną więc niech sobie mają :P
W generalce zająłem 4 miejsce, ze stratą 4.26 do podium i aż 17.14 do zwycięzcy. Błedy pierwszych dwóch etapów nie pozwoliły mi się cieszyć z pierwszego podium w generalce.
Po całym GP Polonia przyszedł czas treningów - były to dla mnie pierwsze w życiu treningi na mapie. Poniżej przykładowy trening z moimi przebiegami. Całą traskę zrobiłem w 40,5 minuty
i kilka zdjęć z tego treningu:

i relaks po. Przez cały wyjazd było bardzo ciepło, szczególnie podczas niedzielnego sprintu. Temperatura znacznie przekraczała 30 stopni
Tego samego dnia po południu miałem okazję sprawdzić się na 1000m:
...choć średnio mi się chciało
...i biegło mi się jakoś wolno :P
...to przybiegłem jako pierwszy, łamiąc nawet granicę 3 minut. 1000 to dla mnie zdecydowanie za krotko :)
O jeszcze tutaj się wożę niczym zawodowy lekkoatleta :P
Smutno było wracać do domu, bardzo mi się na obozie podobało. Żałowałem też że nie załapałem się na wyjazd na zawody na Słowację (oczywiście w BnO)
Po półtoradobowym pobycie w domu wyruszyłem do rodziców na Mazury, do Krutyni - miejsca które znam tak jak Bielany, gdzie co roku spędzamy choć kilka dni :)
Wypłynąłem sobie nawet kajaczkiem na rzekę - po raz pierwszy pływałem 'jedynką' i sprawiało mi to dużą frajdę! Ależ ona była wywrotna :P


Ogólnie, po trzydniowym pobycie na mazurach czułem się zrelaksowany (jak widać) mimo że zrobiłem porządną robotę biegową (57 km w 3 dni, w tym jeden akcent mocniejszy)
Teraz siedzę przed kompem - wakacje powoli mijają. Uważam że były bardzo udane, przede wszystkim dzięki biegom na orientację i oczywiście dzięki braku kontuzji. Odbudowałem swoją formę, poznałem wielu fajnych ludzi, zacząłem nawet wygrywać (BnO i zwykłe biegi). Nigdy jeszcze w wakacje nie zrobiłem takiej roboty treningowej. Kilometraż sierpniowy znacznie przekroczy 500 km (już przekroczył). Już nie mogę się doczekać kolejnych startów w BnO - najbliższe już za 2 tygodnie. W czasie wolnym od BnO postartuję trochę w zwykłych biegach - oto mój szczegółowy plan startów:
31.08 - Grand Prix Warszawy - Kabaty (10 km)
2.09 - Grand Prix Wyścigów - Służewiec (ok. 5 km)
5.09 - Półmaraton szlakiem Walk nad Bzurą - Sochaczew (21,0975 km)
11.09 - Warsaw Orient Meeting - Mokotów (BnO)
12.09 - klubowe sztafety Mazowsza (BnO)
17-19.09 - KMP (BnO)
26.09 - Maraton Warszawski (42,195 km)
2.10 - Puchar Victorii - Józefów (BnO - nocny)
3.10 (?????) - Maraton Pieszy im. Zboińskiego po Kampinosie (rajd 50 km)
3.10 - Mistrzostwa Mazowsza (BnO - klasyk)
6.10 (???) - GP Żoliborza (jeśli nie pobiegnę Kampinosu) (10 km)
9.10 - Mistrzostwa Warszawy w sprinterskim BnO
i wreszcie...
17.10 - Mistrzostwa Polski w BnO - LONG,
czyli to na co się najbardziej napalam :o) Chciałbym bardzo uzyskać tam dobry wynik :)

Ale teraz tydzień nudy :D czyli zawodów biegowych. Jeśli nie będzie życiówek to będzie to porażką, ale i tak teraz to nie jest najważniejsze :) W sumie to najbliższe kabaty chcę biec do porzygu :) wóz albo radiowóz :D
Żeby nie było że to ja robie takie zajebiste zdjęcia :P wszystkie z Jarosławia i Przeworska są autorstwa Gosi Wichy :) a z Krutyni autorstwa mojej Mamy :D

środa, 14 lipca 2010

I jeszcze Funex Orient - kilka fotek

I jeszcze krótka fotorelacja w Mławy :) Wszystkie zdjęcia autorstwa naszego kolegi z trasy rowerowej - Darka Bogumiła
Z Piotrkiem na podium :)
Super zdjęcie Piotrka z trasy...
...i Kuba. Niestety ja na trasie nigdzie na fotkę się nie załapałem.
Kąpielisko przed PK 11
...felerny PK 10
przepust wodny i PK 8
mokry PK 3
schowany PK 2

wtorek, 13 lipca 2010

FUNEX ORIENT - Mława - 50 km

Minioną sobotę spędziłem w Mławie, na rajdzie na orientację FUNEX ORiENT, za namową mojego kolegi - wymiatacza - Piotrka ;) Na start się spóźniliśmy, ale na szczęście udało się przełożyć naszą godzinę startu na 12:00. Ogólnie cała wyprawa była nieźle zakręcona - jechaliśmy samochodem z Darkiem - uczestnikiem zawodów rowerowych. Najpierw wracali się po rower, zanim mnie zabrali z Młocin, a potem ja (spóźniony) zorientowałem się że nie mam butów biegowych. Mama mnie uratowała, szybko mi je dowożąc autobusem 114. Także nieźle się wyrabialiśmy ;)
Zaczęliśmy w samo południe, przy ponad 30 stopniowym upale i palącym słońcu. 10 minut przed startem otrzymaliśmy mapy:
Tu już z całym opisem moich przygód :) Był to scorelauf, punkty można było zaliczać w dowolnej kolejności, ja jednak wybrałem wariant zaliczania po kolei. Zacząłem od PK 1 (podobnie jak mój kolega Kuba). Innymi wariantami spotkaliśmy się w jednym miejscu. I obaj mieliśmy mały problem - niestety mapa była z 1990 roku i wiele dróg i duktów leśnych przybyło. Kuba znalazł pierwszy PK 1 i zawołał mnie. Ja, trochę niezadowolony z tego że nie mogłem sam odszukać, pobiegłem w stronę głosu. Przy punkcie zorientowałem się że nie mam karty startowej... na szczęście leżała w trawie, jakieś 150 od punktu, więc wiele czasu nie straciłem.
Na 2 wybiegłem też inaczej niż chciałem, ale w sumie nie straciłem nic.
Punkty 3, 4, 5 były zlokalizowane pod mostkami - łatwe do znalezienia, ale niestety już trzeba było zamoczyć nogi. Wariant z 3 na 4 był raczej oczywisty, a z 4 na 5 było kilka, ja wybrałem chyba najlepszy - suchy i krótki. Do punktu 6 trzeba było przebyć spory kawałek. Wybrałem najpewniejszy wariant, ale po długiej prostej w polu palonym przez słońce - było tam baaaardzo gorąco.
Z 6 na 7 miałem największy problem z wyborem wariantu (choć nie był to najgorszy przebieg). W końcu, po wielu kombinacjach, przedarłem się przez pola, lasy i żwirownie, i w końcu znalazłem się na upragnionej szosie, z której skrciłem w prawo na '7'.
Z 7 na 8 był najdłuższy ze wszystkich przebieg, ale bardzo łatwy, choć nie obyło się bez małego błędu tuż za przejazdem kolejowym. Ósemka była chyba zaznaczona nie na tej grobli co była w rzeczywistości, ale nie sprawiło mi to wielkiego problemu.
Biegnąc na 9 byłem już bardzo spragniony, wypiłem pół litra Coli i mały Tymbark zakupione w Iłowie, i było to za mało. Już na 8 złapałem parę łyków z jeziorka. 9 nie sprawiła problemów, poza mokrą, ale płytką przeprawą przez rzeczkę.
Jednak biegnąc na 10 zaczęła się prawdziwa golgota. Najpierw nadrobiłem trochę wybiegając na dalszą przecinkę - ale to pikuś. Wybrałem wariant po prostej - przecinką (choć mogłem biec drogą szutrową do mostku). Pokonywałem już raz tą rzeczkę i stwierdziłem że i tym razem bez mostka się obędę. Myliłem się i to bardzo. Skończyła się droga, zaczęły się pokrzywy - cały byłem poparzony bo biegłem bez koszulki. Dalej bagno i chaszcze i mnóstwo strasznie dokuczających owadów. Ową rzeczkę atakowałem 4 razy - bezskutecznie. Po 4 razie gdy wpadłem w bagno po pas, przestraszyłem się, bo miałem duże problemy z wyjściem (musiałem się położyć i mocno ciągnąć za gałąź jednego z krzaków) i uciekałem stamtąd czy prędzej. Byłem cały w błocie z bagna, poparzony i pogryziony przez znienawidzone przeze mnie owady. Cieszyłem się gdy dotarłem do mostka w Dwukołach. Po zaliczeniu wreszcie tej felernej 10 odbiłem na 18, która znajdowała się na cmentarzu żołnierzy niemieckich nieopodal Mławki. Opadałem powoli z sił, był potwornie spragniony, ale biegłem dalej. Po zaliczeniu 18 wyżebrałem od innych zawodników trochę napoju, za co jestem im serdecznie wdzięczny! Do PK 11, ostatniego na mojej trasie, starałem się dotrzeć marszobiegiem, ale po mniej więcej 300 m truchtu tak zaczynało mnie boleć coś w trzewiach, że nie mogłem kontynuować. Pragnienie narastało. Idąc nad jeziorem było mi już wszystko jedno. W końcu piłem z niego trzykrotnie i raz prosiłem panią opalającą się o picie, która chętnie pomogła. 2 razy kąpałem się w jeziorze - byłem mocno przegrzany, ale przede wszystkim spragniony. Nigdy w życiu nie byłem jeszcze tak spragniony!!!!! Na 11 trafiłem baardzo dookoła. Doszedłem resztkami sił (a właściwie na pustym baku) do Mławy wypatrując sklepu niczym oazy, a nie było go długo. Gdy doszedłem wreszcie, dawno mi nie smakował tak Powerade jak wtedy. W sumie na ostatnich 3 km odwiedziłem 3 sklepy. Opiłem się bardzo, a wciąż mi się chciało...
Na terenie pływalni, gdzie była meta pojawiłem się o 19:07, aż 1h i 18' po moim koledze Piotrku, który wygrał całe zawody. W sumie, myślę że przy optymalnych warunkach byłbym w stanie wygrać, ale po PK 10 odechciało mi się wszystkiego.
Mimo niepotrzebnej kąpieli w bagnie, bardzo miło wspominam pobyt w Mławie. Organizatorzy starali się by wszystko było OK (i dzięki im za to) ale startowe było niestety wysokie, co jest minusem tej imprezy. Sam cieszę się że pokonałem cały dystans (efektywnie ok. 55 km), w tym 45 km biegiem - przed maratonem w sam raz. Dostałem ładny puchar za 2 msce i zimniutkie piwo tuż po przybiegnięciu, które smakowało wyjątkowo!