Moje starty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zawody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zawody. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 października 2010

I jeszcze z Maratonu Warszawskiego oraz środowa mapa

Fotek z Maratonu są tysiące, na wielu z nich się znalazłem :) oto niektóre z nich. Pochodzą od osób prywatnych, Wasyla i z portalu maratonczyk.pl
To chyba najlepsza z nich :) choć są jeszcze lepsze, ale to niespodzianka na następny wpis :D mam nadzieję że będę mnie już miał :)
na starcie
plac Teatralny

i ul. Miodowa. Biegłem od 12 do 25 km z tym gościem... potem mi bezpowrotnie odskoczył
zbieg z Mostu Świętokrzyskiego... zaraz spuchnę :)
i na mecie, tuż po upadku :)

tuż przed metą i przed glebą... 42 km w nogach :P
ul. Nowy Świat - początek

start - w drugim planie :)
wbieg na Most Świętokrzyski

Centrum - ok 6 km
i znów plc Teatralny
A tu mapka z czwartkowego treningu :) pierwsze bieganie (nie licząc 3 km w 25 min z mamą) po maratonie

i jeszcze z dzisiejszych szaleństw SXem :D Ten samochód to po prostu cudo!

poniedziałek, 27 września 2010

32 Maraton Warszawski - życiówka okupiona cierpieniem. Póki co daję spokój z takimi dystansami :D

Wczoraj ukończyłem swój piąty maraton w życiu. Okraszony życiówką ale i dużą męką na trasie. Na parę lat daję spokój z takimi dystansami - za długo i zbyt wiele mnie to kosztowało.
Przed biegiem czułem się w miarę nieźle, choć trochę obawiałem się o stopę, która po ostatnim poślizgnięciu pod prysznicem i środowym treningu na mapie zaczęła mocniej o sobie przypominać. Stąd decyzja o opasce na kostke...
Po krótkiej sesji dla reporterów zacząłem się rozbierać...
...a gdy już zostało niewiele wtopiłem się w tłum :D
... że nawet mnie nie było widać
Pierwsze kilometry wcale nie były takie łatwe jak w poprzednich maratonach. Już biegnąc Nowym Światem i Alejami Ujazdowskimi czułem jakąś dziwną ciężkość nóg. Na szczęście po wbiegnięciu na Marszałkowską było lepiej.
Międzyczasy poszczególnych kilometrów:
2 km - 7:50 (7:50)
5 km - 19:49 (11:59)
7 km - 27:34 (7:45)
10 km - 38:57 (11:23)
12 km - 46:35 (7:38)
15 km - 58:18 (11:43)
20 km - 1:17:58 (19:40)
21,0975 km (półmaraton) - 1:22:12 (4:14)
22 km - 1:25:42 (3:30)
23 km - 1:29:32 (3:49)
24 km - 1:33:23 (3:51)
25 km - 1:37:20 (3:57)
26 km - 1:41:29 (4:09)
27 km - 1:46:03 (4:34)
28 km - 1:50:36 (4:32)
29 km - 1:55:16 (4:40)
30 km - 1:59:26 (4:10)
31 km - 2:03:36 (4:09)
32 km - 2:07:55 (4:19)
33 km - 2:12:22 (4:27)
34 km - 2:17:15 (4:53)
35 km - 2:22:31 (5:16)
36 km - 2:27:34 (5:03)
37 km - 2:32:07 (4:33)
38 km - 2:36:50 (4:43)
39 km - 2:41:46 (4:56)
40 km - 2:46:43 (4:57)
41 km - 2:51:21 (4:38)
42 km - 2:54:58 (3:37)
42,195 km - 2:55:47 (0:49)
Na moście Świętokrzyskim było jeszcze szybkie tempo

...ale końcowe kilometry to była prawdziwa mordęga
Mimo wszystko na mecie byłem szczęśliwy. Życiówka to życiówka, ukończyłem w zdrowiu i z uśmiechem na ustach (nawet po upadku przy samolociku na 20m przed metą :D). Jak widać o 26 km dopadła mnie straszliwa ściana - choć już po 12 km biegu czułem że coś nie tak dzieje się z moimi biodrami. Na 28 km byłem przekonany o tym że dobiegam do pomiaru czasu na 30 km i schodzę. Nagle jednak przyszło trochę sił (nie wiadomo skąd), więc kontynuowałem. Między 30 i 40 km biegu miałem kilkakrotnie nagłe chwilowe przypływy sił, jednak tak szybko jak przychodziły, to i odchodziły. Na 40 km zorientowałem się że mogę pobić życiówkę, więc przyspieszyłem (choć baaaardzo mi się nie chciało). Udało się pobić PB o całe 33 sekundy, co na maraton, przy moim poziomie jest niczym :P Ale zawsze PB poprawione
Po przybiegnięciu ciężko było chodzić...
...ale po Colę do sklepu po prostu musiałem iść!!! :D Smakowała jak zawsze po biegu - ZAJEBIŚCIE :D
A dość niespodziewanie dowiedziałem się że byłem 3ci wśród studentów, za co zostałem nagrodzony statuetką :)
...medal bardzo ładny, statuetka też, fajnie że jednak zdecydowałem się nie zejść z trasy :)
Ale po tym maratonie stwierdzam jednoznacznie - następny biegnę za... parę lat :) To za duży dystans, a ja na to jestem za młody. Następny sezon będzie stał pod znakiem startów na biegach od 800m do 15 km. Może z jeden półmaraton spróbuję przebiec. Ale przede wszystkim następny sezon, do którego przygotowania ruszą w listopadzie, będzie stał pod znakiem biegu na orientację!!! Mam zamiar wrócić do treningów z Wąsem, moim trenerem z AWF, ale obawiam się że nie zaakceptuje on tak wielu startów i treningów biegu na orientację. Ja i on jesteśmy chętni do współpracy, ale obawiam się że Wąsu wścieknie się, gdy zobaczy ile mam zamiar startować na orientację. Ja na pewno z BnO nie zrezygnuję ani nie zmniejszę ilości startów, ale starał się będę by Wąs był syty i Łysy cały :D Jak wyjdzie? Zobaczymy...
A jeśli już mowa o BnO, to w środę miałem 2 treningi z mapą w znajomym Lesie Nieporęckim. Przebiegi, delikatnie mówiąc nie były godne zawodnika 2 klasy :D
...a nocne to nawet 3 klasy :P w ogole na początku nic mi się nie zgadzało...:
Mam nadzieję że do soboty jakoś wylecze rany i będę gotów na mistrzostwa Mazowsza w nocnym i klasycznym BnO, czyli na Puchar Victorii Józefów :)

środa, 8 września 2010

Sochaczew... czyli jak życiówka może okazać się porażką.

Na Półmaraton Szlakiem Walk nad Bzurą jechałem z dużymi nadziejami. Po w miarę udanym starcie (przecież mogło być lepiej!) na Kabatach i świetnym wyniku wierzyłem że również w Sochaczewie pobiję życiówkę o kilka minut i będę minimum w czołowej '6'.

foto: Tomek Kołodziejski
Niestety z powodu dowozu autobusami na start miałem strasznie mało czasu na rozgrzewkę. Po starcie jednak nie odczuwałem braku rozgrzaniu i ostro poszedłem do przodu. Jeden zawodnik wyrwał jak szalony do przodu. Pomyślałem że pewnie bohater pierwszego kilometra... okazało się jednak inaczej. Jeśli chodzi o mnie - biegłem drugi, samotnie, ze sporą stratą do prowadzącego, ale też z nie dużo mniejszą przewagą nad goniącą mnie grupką. Po 5 km miałem świetny międzyczas - 17:35, ale około kilometra potem zaczęła się golgota. Znów ból w okolicy wątroby. O ile jednak na Kabatach przeszedł on szybko, to w Sochaczewie narastał z każdym krokiem aż do 10 km. Tam stał się on nie do zniesienia. Tuż po minięciu 10 km zwolniłem do truchciku, dalej do marszu, w końcu stanąłem - nie byłem w stanie się ruszyć. Ten chwilowy postój (ok 15 sekund stałem) pomógłmi bardzo, ponieważ bliski już byłem zejścia z trasy. Nawet bardzo bliski tego byłem - a nigdy mi się to jeszcze nie zdarzyło nie licząc zeszłorocznych Kabat, na których złamałem nogę. Udało się jednak ponownie rozkręcić - na 12 km już biegłem około 4'/km. Drugą dychę zrobiłem w 40:08, co przy tych męczarniach było i tak świetnym czasem. Końcówkę biegłem już o bardzo ciężkich nogach, które pamiętały podbiegi na ostatnich 5 km i ostatnie 1,0975 km przebiegłem w 4:37.
Uzyskałem wynik 1:21:57, co jest moją nową życiówką, pobitą o 21 sekund. Jednak to życiówka z której chyba się najmniej cieszyłem. Niemniej jednak - nigdy w życiu szybciej półmaratonu nie przebiegłem, więc jest to niewątpliwie mój sukces. Na pocieszenie zostało mi 3 miejsce w wiekowej, za co dostałem puchar i pierwsze w życiu pieniądze z biegania :D choć dowiedziałem się o tym dopiero w domu, więc w poniedziałek czekała mnie kolejna wyprawa do Sochaczewa, tym razem po odbiór nagrody :)

Dziś natomiast pierwszy w życiu nocny BnO :) Co prawda tylko trening, ale zawsze coś ;) Poniżej mapka z przebiegami.
Było super, bardzo mi się podobało :) Oczywiście w jedyne na mapie i bardzo małe bagienko nie omieszkałem się władować :P
W weekend wreszcie BnO!!!!!!!!!!!!! Warsaw Orient Meeting i klubowe sztafety Mazowsza. I jeszcze jutro trening na mapie :D To mi się podoba - tak jak dziś - po południu rozbieganie 14 km, a wieczorkiem mapa. Jutro planuję to samo :) Szkoda tylko że na biegu we Włochach nie będę mógł uczestniczyć... Ale trening to trening :)


wtorek, 31 sierpnia 2010

Grand Prix Warszawy - Kabaty. Nowa życiówka na 10!!!

Dziś odbyła się ósma edycja GP Warszawy na kabatach. Pogoda jak dla mnie była super - dużo deszczu, mokro i chłodno, choć trasa wcale nie była grząska.
Szykowałem się na życiówkę, i czułem się na życiówkę - nie zawiodłem się, choć pozostał duży niedosyt. Sam wynik, jeszcze 3 miesiące temu zaliczyłbym do typu 'kosmicznych', teraz nie był moim wymarzonym.

Do 5 km biegłem razem z czołówką, często prowadząc. Biegło mi się bdb. Jednak po ok 5 km nieco ich odpuściłem i czołowa czwórka biegła przede mną około 50-60 m. Utrzymywałem ten dystans do ok. 6,5 km. Tam zaczęła się golgota - tuż po skręcie w lewo w Powsinie złapał mnie straszny ból brzucha. Był on na tyle silny, że zwolniłem z bólu, zacząłem strasznie jęczeć i przy tym kurwić. W tym czasie wyprzedził mnie Jacek Morawski - czołowy polski zawodnik biegu na orientację. Bardzo chciałem się z nim utrzymać, lecz nie dałem rady...

Nie tyle nogi mi nie pozwoliły (w których cały czas czułem moc) co właśnie cholerny ból okolic brzucha. Na szczęście, na ok 7 km, gdy Jacek odszedł mi na jakieś 40 m, ból zaczął powoli odchodzić. Nie znaczy to że nie czułem bólu - ale ten który czułem, nie uniemożliwiał mi szybkiego biegu. Dogoniłem Jacka i na ok 8 km dołączył do nas stary wyjadacz kabackich tras - Słonik. Razem biegliśmy niecały kilometr. Gdy byłem przed ostatnią prostą zdecydowałem przyspieszyć, choć bałem się nawrotu bólu. Na szczęście ten nie nastąpił i do końca mety cisnąłem mocno, ciągle spoglądając na bezlitośnie płynące sekundy na moim TIMEXie. Gdy zobaczyłem metę, miałem na zegarku 32 z małym hakiem.
Bardzo chciałem złamać 34 minuty, walczyłem o to do końca. Stoper zatrzymałem chwilkę za metą - bezlitosne cyferki na wyświetlaczu przytłumiły moją radość z i tak wielkiego jak dla mnie sukcesu. A były to cyferki: 34:05,43. Oficjalnie może to być maksimum 34:03. Niestety barierę 34 minut zostawię sobie na kolejny termin biegu :) A wtedy, jak Bozia da, może od razu uda się zaatakować kolejną... :)
Tymczasem, treningowy luz - do niedzieli tylko starty. Najpierw na przetarcie szybkości bieg na 5 km na Wyścigach w czwartek, a w niedzielę półmaraton, w którym będę również liczył na rekord życiowy. Dziś się do niego zgłosiłem i już miła niespodzianka - dla studentów wpisowe wynosi 0 zł :) Duuuuuża pochwała za to dla Sochaczewskiego MOSiRu!!! Samo wpisowe dla innych też nie jest wygórowane - 20 zł. Do Maratonu Warszawskigo też dziś opłacałem startowe i dla porównania - wynosi ono 100 zł, co jest na prawdę wygórowaną stawką jak za wpisowe. Kilkudniowe zawody w bno nie mają tak dużego wpisowego, choć organizatorów przygotowanie takiej imprezy kosztuje moim zdaniem dużo więcej niż Fundację MW.
Ale i tak najbardziej nie mogę się doczekać biegów na orientację :) Już w sobotę, dzień przed półmaratonem, trening z mapą w moim klubie. Teren - okolice Olszewnicy. Już czekam na sobotę :D
Aha pierwsze zdjęcie otrzymałem dzięki uprzejmości Pawła Króla z serwisu NASZE BIEGANIE , za które bardzo serdecznie dziękuję. Pozostałe autorstwa mojego i mojej Mamy :)

wtorek, 10 sierpnia 2010

Porażka w Pucku i obóz w Spale

Zanosiło się na życiówkę, niestety Ziemia Pucka nie okazała się dla mnie łaskawa. Czas 1:29:46 absolutnie nie jest odzwierciedleniem mojej obecnej formy (mam przynajmniej taką nadzieję).




Po głębszej analizie stwierdziłem że popełniłem sporo błędów przed puckim półmaratonem, które muszę wyeliminować (myślę że błędy te nie są znalezione 'na siłę', aby jakkolwiek usprawiedliwić swoją porażkę). Co powinienem był zmienić:
1. Trening w ostatnim tygodniu przed półmaratonem (za mocny)
2. Odżywianie na 2 dni przez półmaratonem (zbyt tłusto i ciężkostrawnie)
3. Spędzenie czasu w przeddzień półmaratonu (niepotrzebne chodzenie i granie w piłkę na plaży)



Z punktów 1 i 3 wynikła prawdopodobnie dość duża 'ciężkość' nóg, natomiast z drugiego - ostry ból w okolicach wątroby, jaki mnie zastał po 10,5 kilometra.
Międzyczasy do 10 km nie były tragicznie (na 5 km był niemalże idealny):
5 km - 18:27
10 km - 38:01 (19:34)
15 km - 1:01:43 (23:43)
20 km - 1:25:52 (24:09)
21,0975 km - 1:29:46 (3:54)

Wstyd mi było że Mamę wyciągnąłem tak daleko na tak żałosny występ, ale dla Niej oczywiście jak zawsze pobiegłem wspaniale :D
Poprawka 6 września w Sochaczewie :)

Tuż po półmaratonie, w poniedziałek pojechałem do Spały na obóz. I Spale, jak (prawie) zawsze było wspaniale :) Zrobiłem rekord jeśli chodzi o tygodniowy kilometraż - 174 km w 11 treningach, z czego aż 141 km w I zakresie. Myślę że do maratonu był to trening optymalny. Skromnie mówiąc forma chyba jest, ale nie ma co zapeszać ;)
Jutro wyjazd pięciodniowy do Przeworska na zawody na orientację - Grand Prix POLONIA, a po powrocie ciąg dalszy ostrej roboty pod maraton. Mam nadzieję że z nowym kompasem i nowym GPSem wyniki pójdą w górę :D W GP Polonia będę startował po raz pierwszy w barwach mojego nowego klubu - Parafialnego Uczniowskiego Klubu Sportowego "Młode Orły" Nowy Dwór Mazowiecki :D Oczywiście to klub BnO, w normalnych biegach dalej reprezentuję AZS - AWF Warszawa :)