I znów mieszane uczucia po kolejnej imprezie na orientację. Z jednej strony - indywidualnie duży sukces - pierwszy raz w życiu zrobiłem klasę sportową (i to od razu drugą :)). Była nawet malutka szansa na pierwszą, ale: 1. za dużo błędów, 2. nie wykorzystałem okazji do przewiezienia się na plecach dobrego zawodnika który mnie dogonił (bo jakoś nie przemawia do mnie to, że jest to walka fair play i wszyscy tak robią).
Druga strona medalu - po wstępnych obliczeniach spadliśmy z I ligi - nie ma jeszcze wyników sztafet, ale gdybym nie zawalił jednego punktu to być może doszłoby jeszcze 10 pkt. Do tego głupie nkle u najlepszych zawodników klubu na sprincie przesadziły o końcowej porażce. Tych trzech muszkieterów spokojnie zarobiłoby min. 15 pkt, do tego moje 10 na sztafecie i zostalibyśmy w I lidze (podobno zabrakło nam 20 pkt).
Poniżej przebiegi:


Za tydzień maraton, którego mi się nie chce biec :P Może się poszczęści i zdołam pobić życiówkę, ale będzie ciężko. Jakoś nie mogę się do niego zmotywować, tak jak potrafiłem do poprzednich maratonów... jakoś wydaje mi się za długo i za nudno :)




